Swoje “Tango w odcinkach” pisałam w oparciu o opracowania, teksty poświęcone rysom historycznym Tanga i jego kluczowych postaci. Na podstawie książek, które pozwalają zanurzyć się w mentalność Ludzi Nowego Świata. W oparciu o rozmowy z osobami, które z Tangiem związały swoje życie zawodowe. Wreszcie na podstawie własnych obserwacji i przemyśleń, rozmów z ludźmi, którzy tangiem „żyją”. To jest moja próba prześledzenia historii tanga. Od jego pierwszej nuty, do postaci, w jakiej je znamy współcześnie. Po co? Znając historię, można tango lepiej rozumieć, a rozumieć tango, to potrafić je tańczyć, interpretować.

Początek tej “tangowej opowieści” jest najobszerniejszy, wymagał bowiem zbudowania, a raczej odtworzenia czasu i okoliczności, które dały impuls tej historii!

Miał to być przystępny, uporządkowany tekst, ale że trochę mnie poniosło, to będą również moje komentarze. Uwaga! Historia będzie długa… ,a im bliżej końca, tym więcej moich ocen i interpretacji, bo trudno współczesność zamknąć w suche fakty, daty i etykiety. To jest ciągle czas, w którym wszystko jest możliwe. Porządną notę historyczną (o nas) z powodzeniem zrobią przyszłe pokolenia. Ja tymczasem napiszę o tym, co obserwuję i co wydaje mi się być najbliżej prawdy. Być może dodawać będę nowe elementy tej fascynującej układanki, w miarę, jak będzie pogłębiać się moja wiedza i świadomość, czym było i czym jest argentyńskie tango.

Życzę miłej lektury, Amelia                                                                  

Późne lata 80-te, XIX wiek odlicza czas swojego końca. Mieszkańcy Nowego Świata to w dużej liczbie Indianie i Gauchos (mężczyźni bez ziemi, których głównym zajęciem było polowanie na bydło). Obok nich ziemię zasiedlają potomkowie hiszpańskich Konkwistadorów, Metysi (mieszańcy) oraz wciąż napływający imigranci z Europy, szukając lepszego życia. Odrębną i wcale niemałą grupę stanowią afrykańscy niewolnicy, sprowadzeni do pracy na plantacjach bogatych właścicieli ziemskich.
O ile plantatorzy, tzw. wyższe sfery społeczne próbują w wiernej kopii odtworzyć kulturę i obyczajowość Europy, o tyle klasy niższe i biedota, sięgają pamięcią do swoich tradycji, zwłaszcza do muzyki i śpiewu szukając w niej rozrywki, zapomnienia, a często ukojenia dla swojego gorzkiego losu.

Rozrywce, powrotom “do ziem utęsknionych” służą afrykańskie śpiewy i tańce w pulsującym rytmie bębnów i pałek. Spontaniczne parady uliczne koncentrują się wokół Río de Plata, gdzie przesiedlano ciemnoskórych niewolników z Kuby i Haiti. To właśnie im przypisuje się wiodącą rolę w powstaniu muzyki, którą później nazwiemy tangiem i prawdopodobnie one są początkiem słowa milonga (w znaczeniu miejsca, w którym tańczy się tango). Rzec można, że na tamtym placu wszystko się zaczyna, wśród wrzawy, radości, a nawet transowego tańca. W śpiewanych refrenach słychać powtarzające się „cum – tan – go” , które według badaczy prowadzi do znanego man do dziś „Candombe”.

Swoje rozrywki mają też wspomniani już Gauchos. Gra w karty, tańce, hulanki i pijaństwo. Ich muzyką jest dźwięk gitary, a nierzadko prymitywny dźwięk grzebienia. Żyjąc na wsiach podpatrują zabawy afrykańskich niewolników, naśladują ich ruchy i muzykę, dodają zasłyszane hiszpańskie melodie (głównie habanera) wygrywane na gitarach (tak! To gitara jest pierwszym instrumentem tanga, nie bandoneon). Z Candombe wyłaniają się pierwsze Milongi o skocznym rytmie i prostym tekście, czerpiące z wiejskiego folkloru i spraw tzw. życia codziennego. Do historii przejdą pod nazwą milonga surena lub milonga campera (milonga wiejska) i będą pierwowzorem tego, co dzisiaj nazywamy Tango Milonga.

Kolejne lata czynią z Gauchos – Compaderos, a dalej Compaderitos, nie tak dzikich i gwałtownych, nie budzących już tyle strachu, ale nadal dumnych i niezależnych. W wyglądzie pozostaje zarys dawnych Gauchos (zapewne podziwianych i osławionych w męskich legendach). Kapelusz nasunięty na oczy, fular zawiązany pod szyją, buty na wysokim obcasie i nóż wetknięty za pasem. Zatrudniani najczęściej do pilnowania bydła, zamieszkują granice miasta ze wsią, zwane barrios i arrabales. Po codziennej pracy, tak jak ich poprzednicy, oddają się zabawie w przydrożnych barach (a raczej spelunach), na ulicach i w domach publicznych. Bawią się, piją i tańczą. Kwitnie czas swobodnej i skocznej Milongi, nie słychać jeszcze nostalgicznej nuty tanga.

Wraz z męskimi eskapami Compaderitos, Milongi przekraczają granice miasta i szybko zyskują popularność wśród innych mężczyzn, w znacznej mierze marynarzy w portowej dzielnicy Buenos Aires. Do dzisiaj wielu organizatorów sięga do nazwy „Milonga porteña” lub „Una noche paorteña, jako nawiązanie do tamtych lat i esencji tanga. Tamte, „oryginalne” noce tętnią życiem, ale do “dobrej zabawy”, hulanek i pijaństwa wkrada się melancholia, samotność. Skoczna Milonga powoli nabiera melancholii i rzewno – płaczliwego wyrazu. Dzieje się tak za sprawą imigrantów, którzy oprócz swojej muzyki (walce, polki, mazurki) “dokładają” tęsknotę i udrękę rozstania, gorycz porzuconych nadziei na lepsze życie. Z każdym dniem wymyka się ich wymarzone “El Dorado”. Piją, wspominają i słuchają tang.

W tym czasie towarzystwo prostytutek było bardzo popularne (imigranci to w większości mężczyźni), a domy publiczne nie były tym, czy są teraz. Obok cielesnych uciech za 20 czy 10 pesos oferowały całkiem bogate życie towarzyskie. Proste, jednoznaczne i lekko wulgarne, idealne po ciężkim dniu pracy. Tu przychodzili Compaderitos, marynarze oraz inni mężczyźni. tTu się bawili i tutaj tańczyli swoje milongi, może nawet pierwsze tanga. Często tańczyli między sobą, czekając w kolejce na swoją “kupioną miłość”.

Milonga, a później Tango “bierze miasto szturmem” (mówi się, że dopiero w latach 30 – tych XX w Tango nabierze swojego właściwego charakteru). Nie trzeba znać wielu kroków, żeby tańczyć. To była (i jest) improwizacja, wystarczy słuchać muzyki i chodzić do rytmu. Wielu chcę tak tańczyć! W tym chodzeniu można było “utopić” swoje smutki i tęsknoty, można było tracić kontrolę, tańczyć dziko i gwałtownie, albo delikatnie, kokieteryjnie. Wolno wszystko i tę wolność wielu tak kocha (również dzisiaj). Tango zyskuje ogromną popularność wśród biednych i klas średnich, ale elity wciąż mówią STOP! “Taniec wyuzdany”, który nie pasuje do sztywnej (europejskiej) etykiety wyższych sfer. Ba! Taniec, który demoralizuje! Brońmy nasze Dziewczęta przed szponami Tangueros, czających się w szemranych lokalach, w zapomnianych dzielnicach!

W atmosferze taniej i nieprzyzwoitej rozrywki toczy się historia tanga do roku 1917. Potem zamkną te lata i opieczętują nazwą Stara Gwardia. Czy kilkuletni chłopcy, jak Juan d’Arienzo czy Carlos Disarli wiedzą, co ich będzie zajmować w przyszłości? Czy wchodzący w nastoletnie lata Francisco Canaro przypuszcza, że do nagrań jego orkiestry będzie tańczyć liczne grono Tangueros jeszcze przeszło 100 lat? Czy w ich głowie roi się myśl, że za chwilę tworzyć będą osławioną Złotą Erę Tanga?

———- koniec części pierwszej ———-

Pierwsze lata nowego stulecia, nikt jeszcze nie spodziewa się, że za niespełna 20 lat Tango odniesie spektakularny sukces, a już na pewno, że jeszcze 100 lat później będą z zapałem o tangu rozprawiać potomni. To dopiera nastąpi, a póki co, mamy pierwsze lata XX wieku…

Rok 1907.  Tango, jeszcze bez żadnego planu na sukces “wymyka się” poza granice swojej ojczyzny. Najpierw Stany Zjednoczone, gdzie święci triumfy za sprawą gwiazdy filmu niemego Rudolfa Valentino. Ponoć to właśnie jemu zawdzięczamy wizerunek mężczyzny tańczącego tango z różą w ustach. Kilka lat później, Paryż pod koniec roku 1911. Argentyński poeta i nowelista Ricardo Güiraldes piszę wiersz o Tangu, a później tańczy je w salonie paryskich przyjaciół.

Europa poznaje i rozkochuję się w Tangu* i tym samym daje mu przepustkę na argentyńskie salony!  Teraz tango jest powodem do dumy, chlubą narodu (na szczęście Tangu nigdy na tym nie zależało, taką mam nadzieję).

Sukces Tanga za granicami kraju zbiega się z okresem Nowej Gwardii, którą inicjuje sam Carlos Gardel. Jego pierwsze nagranie Mi noche triste (1917 r.) otwiera nowy nurt tanga lirycznego, nazywanego piosenką tanga, gdzie rytm, tak ważny dla tańca, nie jest tym, co dominuje utworze. Z tego powodu więcej się słucha, tańczy mniej. Za to elegancja i smoking stają się nieodłącznym atrybutem Tanga, a raczej tych, co tango śpiewali.

Dodajmy do tego rok 1919. Za sprawą ówczesnego rządu dochodzi do delegalizacji prostytucji, a tym samym domów publicznych, do tej pory jednego z ulubionych miejsc pierwszych Tangueros. Tango musi “szukać nowego domu”, domu, do którego bez zgorszenia mogą wejść również argentyńskie elity, miłośnicy Tanga, a jakże!  Jest nowe miejsca dla Tanga! Teraz to teatry i kabarety, a wieczorne wyjścia tam własnie stają się ulubioną rozrywką lat 20 -tych.

Poczucie wolności i swobody w Tangu doskonale wpisuje się w pozorne wyzwolenie i upadek sztywnej etykiety. Kobiety ścinają włosy, palą papierosy w miejscach publicznych, prowadzą samochody. Niemal każda sfera wolności się domaga! Może więc odwrotnie, to tango wpasowało się idealnie w tą szybko postępującą i zachłystującą Młodzieńców wolność. Tak czy inaczej, Tangu wyszło to na dobre! Jest popyt, jest podaż! Publiczność Tanga się domaga! Wspaniale, jest czas, miejsce i są środki! Twórzmy orkiestry, komponujmy Tanga i zatracajmy się we wspólnej narodowej euforii. Teraz powstają tanga w formie, jakie znamy je dzisiaj. Milonga  znana z przygranicznych barrios dostaję nową kompozycyjną szatę i od tego czasu znana będzie jako milonga ciudadana albo Tango Milonga.

Tańczą wszyscy, tańczy Buenos Aires. Nie ma szkół, są po prostu milongi. Niemalże w każdej dzielnicy. Bogatsi tańczą w klubach, kabaretach. Biedniejsi w halach, szkołach, na ulicach. Tańczą. Słuchają muzyki i tańczą. Tak też uczą się tańczyć, na milondze. Kto zrozumiał klucz tanga (pewny krok, objęcie i elegancja), ten święcił tryumfy popularności.

Ale o czym te tanga? Co z nostalgią, tęsknotą i udręką? Już nie tak wszechobecna. Ekonomicznie żyje się lepiej, czas na „nową” udrękę – udrękę miłości, rozstań, goryczy zdrady i porzucenia. Czy to wszystko, co mają do powiedzenia? Nie.

Choć o miłości zawsze pisano najwięcej, to w Tangu jest miejsce też na codzienność, o tym “co słychać w dzielnicy” i o tym, „jaka piękna ta Argentyna”, o tym jak dobrze jest śpiewać i jak dobrze żyć tangiem… ale niedługo przyjdzie czekać, kiedy powróci do tanga smutek, gorycz i rozczarowanie…

O ile lata 20-ste sprzyjały „Tangomanii”, o  tyle lata 30 – ste przynoszą liczne przewroty wojskowe oraz okres depresji ekonomicznej.  Wyjścia w sobotnie wieczory, żeby posłuchać tanga było alternatywą dla smutnej rzeczywistości, ucieczką przed tym, co przynosiła realność, zubożenie i represje. Smoking (albo inne najlepsze posiadane ubranie) jest symbolem tego czasu, symbolem ucieczki od rzeczywistości, sposobem na zachowanie pozorów.

Gorzką nutę melancholii,  a zarazem dziedzictwo muzyczne swoich kultur dokładają imigranci, którzy masowo opuszczają Europe na skutek I, a potem II wojny światowej. Nie wiedzą, że dla wielu z nich Argentyna stanie się nową Ojczyzną. Wielu muzyków i artystów odnajduje się w świecie tanga, w świecie emocji i wolności, w którym przeżywa i zostawia się wszystko.

Lata 40-te wprowadzają Tango w okres swoje Złotej Ery. Nigdy przedtem, ani nigdy potem (jak dotąd) Tango nie święci takich sukcesów. Nie dość, że staje się chlubą Argentyny, to jeszcze w wielu innych krajach Tangu ustępują inne melodie! Zewsząd płynie Tango! Orkiestry liczące przeszło 20 osób. Setki, tysiące tańczących par! Bez wątpienia Tango króluje! Z tego właśnie okresu pochodzą tanga, które współcześnie odtwarzamy i do których tańczymy na Milongach! Juan d’Arienzo, Rodolfo Biagi, Miguel Caló, Francisco Canaro, Carlos di Sarli, Osvaldo Pedro Pugliese, Ricardo Tanturi, Anibal Carmelo Troilo to znakomite postaci tamtych czasów. ich legenda żyje wśród Tangueros, a grane przez nich szlagiery są wzorem i esencją Tanga! Ponoć milong było tak dużo, że Juan d’Arienzo jednej nocy potrafił dyrygować swoim pięciu orkiestrom w różnych miejscach Buenos Aires. Jak toczyły się historię Tych Panów? Burzliwie? Mniej lub bardziej, bez wątpienia, ale o tym w osobnym cyklu „Osobistości Starego Tanga”

Swój rozkwit i lata triumfu Tango w dużej mierze zawdzięcza prezydenturze Juana Domingo Perona, którego mocno nacjonalistyczna polityka faworyzuje tango, jako muzykę typowo argentyńską. Muzykę, która jest dumą narodu.

A zatem znowu nastają czasy beztroskiej rozrywki i powszechnego ukochania Tanga, rozmach napędza błyskotliwie rozwijający się przemysł rozrywkowy, rzeczywistość radia i fikcja filmu. Czyż to nie film własnie i baśniowe Hollywood daruje światu czar i geniusz Carlosa Gardela? Czyż to nie Valentino fikcją niemego obrazu sprawia, że Tangu otwiera się salony? I nie przypadkiem jest, że pierwszy w Argentynie film dźwiękowy traktuje własnie o tangu.**

———- koniec części drugiej ———-

Złota Era tanga trwa do czasu załamania rządów Juana Peróna (1955 r.). On sam został odsunięty od władzy i wyjechał na emigrację. Do władzy dochodzi rząd wojskowy, a wraz z nim nowa nakazy i obyczaje. Zabrania się spotkań publicznych, a co za tym idzie nie będzie już milong w każdym zakątku miasta. Ucichnie Buenos Aires, kraj pogrąży się w chaosie i niepokoju. Ala tanga nie tak łatwo uciszyć. Rodziło się z tęsknoty serca, chęci ucieczki przed tym, co trudne i bolesne. Właśnie tam przetrwa, w sercach mieszkańcow Buenos Aires, w sercach Tangueros.  

Oficjalnie nikt tańczyć i słuchać tanga nie zabrania, ale być “praktykującym” Tanguero, to być zwolennikiem Perona, to narażać się na inwigilację i nieprzyjemności. Ta teza jest dyskusyjna, mam nadzieję, że w niedługiej przyszłości uda mi się ją potwierdzić lub odrzucić. Czas przewrotów politycznych, napięć to trudny czas dla każdego narodu. W polskiej historii mamy podobny okres, o którym trudno jednoznacznie mówić i pisać. Czas trudny, ludzie zachowywali się różnie i nie o tym chcę pisać, raczej zwrócić uwagę na fakt, że historię tanga w czasie przewrotów politycznych różnie będę widzieć i interpretować różne osoby, w zależności od doświadczeń swoich i bliskich im ludzi.

Faktem pozostaje, że ówczesne rządy mocno rzeczywistość Tangową ograniczyły. Nie były w stanie zadać jej końca, w zbyt wielu sercach, w zbyt wielu domach Tango było nadal. W tych domach przetrwało i doczekało czasu swego renesansu.

Mija przeszło 30 lat. Czasy, w których w sposób mniej lub bardziej zamierzony Argentyna ulega masowej kulturze Zachodu, ale jaki kraj się jej oparł? Teraz w klubach słychać rock’and’roll, Beatelsów,  Jazz i Bossanove. Nie kwestionując fenomenu tej muzyki, to czy  jednak te “obce geniusze” zastąpić miały Tango. Czy się udało? Czy tańczenie tanga, słuchanie starych melodii mogło być w jakimś momencie “kulturą starych”, “zbędną przeszłością” dla młodych Argentyńczyków?

 

———- koniec części trzeciej ———-

W przygotowaniu.

+ Część pierwsza

Późne lata 80-te, XIX wiek odlicza czas swojego końca. Mieszkańcy Nowego Świata to w dużej liczbie Indianie i Gauchos (mężczyźni bez ziemi, których głównym zajęciem było polowanie na bydło). Obok nich ziemię zasiedlają potomkowie hiszpańskich Konkwistadorów, Metysi (mieszańcy) oraz wciąż napływający imigranci z Europy, szukając lepszego życia. Odrębną i wcale niemałą grupę stanowią afrykańscy niewolnicy, sprowadzeni do pracy na plantacjach bogatych właścicieli ziemskich.
O ile plantatorzy, tzw. wyższe sfery społeczne próbują w wiernej kopii odtworzyć kulturę i obyczajowość Europy, o tyle klasy niższe i biedota, sięgają pamięcią do swoich tradycji, zwłaszcza do muzyki i śpiewu szukając w niej rozrywki, zapomnienia, a często ukojenia dla swojego gorzkiego losu.

Rozrywce, powrotom “do ziem utęsknionych” służą afrykańskie śpiewy i tańce w pulsującym rytmie bębnów i pałek. Spontaniczne parady uliczne koncentrują się wokół Río de Plata, gdzie przesiedlano ciemnoskórych niewolników z Kuby i Haiti. To właśnie im przypisuje się wiodącą rolę w powstaniu muzyki, którą później nazwiemy tangiem i prawdopodobnie one są początkiem słowa milonga (w znaczeniu miejsca, w którym tańczy się tango). Rzec można, że na tamtym placu wszystko się zaczyna, wśród wrzawy, radości, a nawet transowego tańca. W śpiewanych refrenach słychać powtarzające się „cum – tan – go” , które według badaczy prowadzi do znanego man do dziś „Candombe”.

Swoje rozrywki mają też wspomniani już Gauchos. Gra w karty, tańce, hulanki i pijaństwo. Ich muzyką jest dźwięk gitary, a nierzadko prymitywny dźwięk grzebienia. Żyjąc na wsiach podpatrują zabawy afrykańskich niewolników, naśladują ich ruchy i muzykę, dodają zasłyszane hiszpańskie melodie (głównie habanera) wygrywane na gitarach (tak! To gitara jest pierwszym instrumentem tanga, nie bandoneon). Z Candombe wyłaniają się pierwsze Milongi o skocznym rytmie i prostym tekście, czerpiące z wiejskiego folkloru i spraw tzw. życia codziennego. Do historii przejdą pod nazwą milonga surena lub milonga campera (milonga wiejska) i będą pierwowzorem tego, co dzisiaj nazywamy Tango Milonga.

Kolejne lata czynią z Gauchos – Compaderos, a dalej Compaderitos, nie tak dzikich i gwałtownych, nie budzących już tyle strachu, ale nadal dumnych i niezależnych. W wyglądzie pozostaje zarys dawnych Gauchos (zapewne podziwianych i osławionych w męskich legendach). Kapelusz nasunięty na oczy, fular zawiązany pod szyją, buty na wysokim obcasie i nóż wetknięty za pasem. Zatrudniani najczęściej do pilnowania bydła, zamieszkują granice miasta ze wsią, zwane barrios i arrabales. Po codziennej pracy, tak jak ich poprzednicy, oddają się zabawie w przydrożnych barach (a raczej spelunach), na ulicach i w domach publicznych. Bawią się, piją i tańczą. Kwitnie czas swobodnej i skocznej Milongi, nie słychać jeszcze nostalgicznej nuty tanga.

Wraz z męskimi eskapami Compaderitos, Milongi przekraczają granice miasta i szybko zyskują popularność wśród innych mężczyzn, w znacznej mierze marynarzy w portowej dzielnicy Buenos Aires. Do dzisiaj wielu organizatorów sięga do nazwy „Milonga porteña” lub „Una noche paorteña, jako nawiązanie do tamtych lat i esencji tanga. Tamte, „oryginalne” noce tętnią życiem, ale do “dobrej zabawy”, hulanek i pijaństwa wkrada się melancholia, samotność. Skoczna Milonga powoli nabiera melancholii i rzewno – płaczliwego wyrazu. Dzieje się tak za sprawą imigrantów, którzy oprócz swojej muzyki (walce, polki, mazurki) “dokładają” tęsknotę i udrękę rozstania, gorycz porzuconych nadziei na lepsze życie. Z każdym dniem wymyka się ich wymarzone “El Dorado”. Piją, wspominają i słuchają tang.

W tym czasie towarzystwo prostytutek było bardzo popularne (imigranci to w większości mężczyźni), a domy publiczne nie były tym, czy są teraz. Obok cielesnych uciech za 20 czy 10 pesos oferowały całkiem bogate życie towarzyskie. Proste, jednoznaczne i lekko wulgarne, idealne po ciężkim dniu pracy. Tu przychodzili Compaderitos, marynarze oraz inni mężczyźni. tTu się bawili i tutaj tańczyli swoje milongi, może nawet pierwsze tanga. Często tańczyli między sobą, czekając w kolejce na swoją “kupioną miłość”.

Milonga, a później Tango “bierze miasto szturmem” (mówi się, że dopiero w latach 30 – tych XX w Tango nabierze swojego właściwego charakteru). Nie trzeba znać wielu kroków, żeby tańczyć. To była (i jest) improwizacja, wystarczy słuchać muzyki i chodzić do rytmu. Wielu chcę tak tańczyć! W tym chodzeniu można było “utopić” swoje smutki i tęsknoty, można było tracić kontrolę, tańczyć dziko i gwałtownie, albo delikatnie, kokieteryjnie. Wolno wszystko i tę wolność wielu tak kocha (również dzisiaj). Tango zyskuje ogromną popularność wśród biednych i klas średnich, ale elity wciąż mówią STOP! “Taniec wyuzdany”, który nie pasuje do sztywnej (europejskiej) etykiety wyższych sfer. Ba! Taniec, który demoralizuje! Brońmy nasze Dziewczęta przed szponami Tangueros, czających się w szemranych lokalach, w zapomnianych dzielnicach!

W atmosferze taniej i nieprzyzwoitej rozrywki toczy się historia tanga do roku 1917. Potem zamkną te lata i opieczętują nazwą Stara Gwardia. Czy kilkuletni chłopcy, jak Juan d’Arienzo czy Carlos Disarli wiedzą, co ich będzie zajmować w przyszłości? Czy wchodzący w nastoletnie lata Francisco Canaro przypuszcza, że do nagrań jego orkiestry będzie tańczyć liczne grono Tangueros jeszcze przeszło 100 lat? Czy w ich głowie roi się myśl, że za chwilę tworzyć będą osławioną Złotą Erę Tanga?

———- koniec części pierwszej ———-

+ Część druga

Pierwsze lata nowego stulecia, nikt jeszcze nie spodziewa się, że za niespełna 20 lat Tango odniesie spektakularny sukces, a już na pewno, że jeszcze 100 lat później będą z zapałem o tangu rozprawiać potomni. To dopiera nastąpi, a póki co, mamy pierwsze lata XX wieku…

Rok 1907.  Tango, jeszcze bez żadnego planu na sukces “wymyka się” poza granice swojej ojczyzny. Najpierw Stany Zjednoczone, gdzie święci triumfy za sprawą gwiazdy filmu niemego Rudolfa Valentino. Ponoć to właśnie jemu zawdzięczamy wizerunek mężczyzny tańczącego tango z różą w ustach. Kilka lat później, Paryż pod koniec roku 1911. Argentyński poeta i nowelista Ricardo Güiraldes piszę wiersz o Tangu, a później tańczy je w salonie paryskich przyjaciół.

Europa poznaje i rozkochuję się w Tangu* i tym samym daje mu przepustkę na argentyńskie salony!  Teraz tango jest powodem do dumy, chlubą narodu (na szczęście Tangu nigdy na tym nie zależało, taką mam nadzieję).

Sukces Tanga za granicami kraju zbiega się z okresem Nowej Gwardii, którą inicjuje sam Carlos Gardel. Jego pierwsze nagranie Mi noche triste (1917 r.) otwiera nowy nurt tanga lirycznego, nazywanego piosenką tanga, gdzie rytm, tak ważny dla tańca, nie jest tym, co dominuje utworze. Z tego powodu więcej się słucha, tańczy mniej. Za to elegancja i smoking stają się nieodłącznym atrybutem Tanga, a raczej tych, co tango śpiewali.

Dodajmy do tego rok 1919. Za sprawą ówczesnego rządu dochodzi do delegalizacji prostytucji, a tym samym domów publicznych, do tej pory jednego z ulubionych miejsc pierwszych Tangueros. Tango musi “szukać nowego domu”, domu, do którego bez zgorszenia mogą wejść również argentyńskie elity, miłośnicy Tanga, a jakże!  Jest nowe miejsca dla Tanga! Teraz to teatry i kabarety, a wieczorne wyjścia tam własnie stają się ulubioną rozrywką lat 20 -tych.

Poczucie wolności i swobody w Tangu doskonale wpisuje się w pozorne wyzwolenie i upadek sztywnej etykiety. Kobiety ścinają włosy, palą papierosy w miejscach publicznych, prowadzą samochody. Niemal każda sfera wolności się domaga! Może więc odwrotnie, to tango wpasowało się idealnie w tą szybko postępującą i zachłystującą Młodzieńców wolność. Tak czy inaczej, Tangu wyszło to na dobre! Jest popyt, jest podaż! Publiczność Tanga się domaga! Wspaniale, jest czas, miejsce i są środki! Twórzmy orkiestry, komponujmy Tanga i zatracajmy się we wspólnej narodowej euforii. Teraz powstają tanga w formie, jakie znamy je dzisiaj. Milonga  znana z przygranicznych barrios dostaję nową kompozycyjną szatę i od tego czasu znana będzie jako milonga ciudadana albo Tango Milonga.

Tańczą wszyscy, tańczy Buenos Aires. Nie ma szkół, są po prostu milongi. Niemalże w każdej dzielnicy. Bogatsi tańczą w klubach, kabaretach. Biedniejsi w halach, szkołach, na ulicach. Tańczą. Słuchają muzyki i tańczą. Tak też uczą się tańczyć, na milondze. Kto zrozumiał klucz tanga (pewny krok, objęcie i elegancja), ten święcił tryumfy popularności.

Ale o czym te tanga? Co z nostalgią, tęsknotą i udręką? Już nie tak wszechobecna. Ekonomicznie żyje się lepiej, czas na „nową” udrękę – udrękę miłości, rozstań, goryczy zdrady i porzucenia. Czy to wszystko, co mają do powiedzenia? Nie.

Choć o miłości zawsze pisano najwięcej, to w Tangu jest miejsce też na codzienność, o tym “co słychać w dzielnicy” i o tym, „jaka piękna ta Argentyna”, o tym jak dobrze jest śpiewać i jak dobrze żyć tangiem… ale niedługo przyjdzie czekać, kiedy powróci do tanga smutek, gorycz i rozczarowanie…

O ile lata 20-ste sprzyjały „Tangomanii”, o  tyle lata 30 – ste przynoszą liczne przewroty wojskowe oraz okres depresji ekonomicznej.  Wyjścia w sobotnie wieczory, żeby posłuchać tanga było alternatywą dla smutnej rzeczywistości, ucieczką przed tym, co przynosiła realność, zubożenie i represje. Smoking (albo inne najlepsze posiadane ubranie) jest symbolem tego czasu, symbolem ucieczki od rzeczywistości, sposobem na zachowanie pozorów.

Gorzką nutę melancholii,  a zarazem dziedzictwo muzyczne swoich kultur dokładają imigranci, którzy masowo opuszczają Europe na skutek I, a potem II wojny światowej. Nie wiedzą, że dla wielu z nich Argentyna stanie się nową Ojczyzną. Wielu muzyków i artystów odnajduje się w świecie tanga, w świecie emocji i wolności, w którym przeżywa i zostawia się wszystko.

Lata 40-te wprowadzają Tango w okres swoje Złotej Ery. Nigdy przedtem, ani nigdy potem (jak dotąd) Tango nie święci takich sukcesów. Nie dość, że staje się chlubą Argentyny, to jeszcze w wielu innych krajach Tangu ustępują inne melodie! Zewsząd płynie Tango! Orkiestry liczące przeszło 20 osób. Setki, tysiące tańczących par! Bez wątpienia Tango króluje! Z tego właśnie okresu pochodzą tanga, które współcześnie odtwarzamy i do których tańczymy na Milongach! Juan d’Arienzo, Rodolfo Biagi, Miguel Caló, Francisco Canaro, Carlos di Sarli, Osvaldo Pedro Pugliese, Ricardo Tanturi, Anibal Carmelo Troilo to znakomite postaci tamtych czasów. ich legenda żyje wśród Tangueros, a grane przez nich szlagiery są wzorem i esencją Tanga! Ponoć milong było tak dużo, że Juan d’Arienzo jednej nocy potrafił dyrygować swoim pięciu orkiestrom w różnych miejscach Buenos Aires. Jak toczyły się historię Tych Panów? Burzliwie? Mniej lub bardziej, bez wątpienia, ale o tym w osobnym cyklu „Osobistości Starego Tanga”

Swój rozkwit i lata triumfu Tango w dużej mierze zawdzięcza prezydenturze Juana Domingo Perona, którego mocno nacjonalistyczna polityka faworyzuje tango, jako muzykę typowo argentyńską. Muzykę, która jest dumą narodu.

A zatem znowu nastają czasy beztroskiej rozrywki i powszechnego ukochania Tanga, rozmach napędza błyskotliwie rozwijający się przemysł rozrywkowy, rzeczywistość radia i fikcja filmu. Czyż to nie film własnie i baśniowe Hollywood daruje światu czar i geniusz Carlosa Gardela? Czyż to nie Valentino fikcją niemego obrazu sprawia, że Tangu otwiera się salony? I nie przypadkiem jest, że pierwszy w Argentynie film dźwiękowy traktuje własnie o tangu.**

———- koniec części drugiej ———-

+ Część trzecia

Złota Era tanga trwa do czasu załamania rządów Juana Peróna (1955 r.). On sam został odsunięty od władzy i wyjechał na emigrację. Do władzy dochodzi rząd wojskowy, a wraz z nim nowa nakazy i obyczaje. Zabrania się spotkań publicznych, a co za tym idzie nie będzie już milong w każdym zakątku miasta. Ucichnie Buenos Aires, kraj pogrąży się w chaosie i niepokoju. Ala tanga nie tak łatwo uciszyć. Rodziło się z tęsknoty serca, chęci ucieczki przed tym, co trudne i bolesne. Właśnie tam przetrwa, w sercach mieszkańcow Buenos Aires, w sercach Tangueros.  

Oficjalnie nikt tańczyć i słuchać tanga nie zabrania, ale być “praktykującym” Tanguero, to być zwolennikiem Perona, to narażać się na inwigilację i nieprzyjemności. Ta teza jest dyskusyjna, mam nadzieję, że w niedługiej przyszłości uda mi się ją potwierdzić lub odrzucić. Czas przewrotów politycznych, napięć to trudny czas dla każdego narodu. W polskiej historii mamy podobny okres, o którym trudno jednoznacznie mówić i pisać. Czas trudny, ludzie zachowywali się różnie i nie o tym chcę pisać, raczej zwrócić uwagę na fakt, że historię tanga w czasie przewrotów politycznych różnie będę widzieć i interpretować różne osoby, w zależności od doświadczeń swoich i bliskich im ludzi.

Faktem pozostaje, że ówczesne rządy mocno rzeczywistość Tangową ograniczyły. Nie były w stanie zadać jej końca, w zbyt wielu sercach, w zbyt wielu domach Tango było nadal. W tych domach przetrwało i doczekało czasu swego renesansu.

Mija przeszło 30 lat. Czasy, w których w sposób mniej lub bardziej zamierzony Argentyna ulega masowej kulturze Zachodu, ale jaki kraj się jej oparł? Teraz w klubach słychać rock’and’roll, Beatelsów,  Jazz i Bossanove. Nie kwestionując fenomenu tej muzyki, to czy  jednak te “obce geniusze” zastąpić miały Tango. Czy się udało? Czy tańczenie tanga, słuchanie starych melodii mogło być w jakimś momencie “kulturą starych”, “zbędną przeszłością” dla młodych Argentyńczyków?

 

———- koniec części trzeciej ———-

+ Część czwarta

W przygotowaniu.