La Amelia / Amelia Huszcza /

Tańczyć lubiłam od zawsze. W szkole podstawowej miałam kilka zajęć z tańca towarzyskiego, ale jak to bywa w małej miejscowości, lekcje nie utrzymały się długo. Zostały więc szkolne zabawy taneczne, i o ile mnie pamięć nie myli nie opuściłam ani jednej. Udana była tylko ta, którą przetańczyła, o to jak wiecie zależy od wielu czynników (choć zasadniczo do chłopaków). Pamiętam te czasy kiedy zasadniczo tańczyło się w parach. Zamiłowanie do tańca i dobrych tancerzy zostało mi po dziś dzień. I choć po tych kliku lekcjach w podstawówce i licznych szkolnych dyskotekach wiedziałam, że taniec towarzyski jest nie dla mnie. Marzyło mi się flamenco. Dlaczego akurat flamenco? Tego w zasadzie nie wie nikt, nawet ja. Pierwszy raz o flamenco pomyślałam na poczatku szkoły średniej, z nauką jednak przyszło mi poczekać do czasu studiów, kiedy to rozpoczęłam studia w Krakowie.

Na swoje pierwsze zajęcia zapisałam się jeszcze w czerwcu 2001 roku, grupa ruszyła dopiero w grudniu. Takie to były czasy wtedy. Cierpliwie czekałam na termin rozpoczęcia, pamiętam, że na pierwszą lekcję szłam podekscytowana i wystraszona zarazem. Czego tu się bać pomyślicie? Ot zwyczajna złośliwość ambicji i wiary w siebie, która zasadniczo sprowadza się do jednego pytania: czy sobie poradzę? Pierwszą lekcję jakoś przeżyłam, po drugiej się rozpłakałam z myślą w głowie, że nigdy się tego nie nauczę. Ale nauczyłam się, i co więcej dziś prowadzę swój własny klub tańca, w którym uczę i flamenco, i tango.

Pierwsze kroki tanga stawiałam na lekcja Urszuli Iwańskiej, z którą się zaprzyjaźniłam, i która to wprowadzała mnie na salony krakowskiego tanga. Pamiętam, że pierwsze lekcje (a może i nawet pierwszych 100 lekcji) to była technika chodzenia, ot szuranie godzinami, czasem przeplatane techniką boleo. Właśnie tym „wyszukanym” godzinom zawdzięczam swoją bazę tanga.

A jak było później? No cóż… Nigdy nie zapoznałam Pana, który zostałby moim partnerem do tańca i do zajęć. Uczyłam się więc sama, a że moje początki tanga zbiegły się z początkami Por Fiesta Club uczyłam się gościnnie na lekcjach, lub warsztatach organizowanych w klubie właśnie. Zasadniczo bywałam na warsztatach u nauczycieli z Buenos Aires. Zatem czyich lekcji skosztowałam? Och, całkiem szacowne grono Maestros, wśród których wymienić należy: Max Van de Voorde & Solange Acosta, Alejandro Larenas & Marisol Morales, Marina Marques & Ozgur Demir, Fabian Peralta & Josefina Bermudez, Ernesto Balmaceda & Stella Baez, Daniela Pucci & Luis Bianchi, Luis Delgado & Malena Veltri, Giovanna di Vincenzo & Sergio Martín Almirón. Do mistrzów mistrzów póki co nie trafiłam, ale Kto wie… Tak czy inaczej od zawsze najbliższy mi był styl milenguero, najlepiej w wykonaniu Viejos Milongueros. Do dzisiaj najbardziej lubię tańczyć z dojrzałymi Panami, którzy nie muszą już nic, ale ciągle bardzo lubią tańczyć. To od nich chłonę całym sercem esencję tego, czym jest tango. Tango es sentir, la vida y la música…

.W tym sezonie mam przyjemność towarzyszyć pedagogicznie i tanecznie na lekcjach tanga prowadzonych przez argentyńskiego nauczyciela Fernando De Lutiis. Cudowny człowiek i nauczyciel z pomysłem na każdą lekcją, niespożytą energią do tańca i całkiem niezłym zacięciem aktorskim.